Strona 9
umyślnie Prusaka, który pykając z porcelanowej fajeczki, dopomógł starej domatorce do odbycia "dobrowolnej" ku Gdańskowi podróży. Obcięte, pokiereszowane, porąbane olbrzymy jej, a raczej kości z nich tylko, płynęły Bugiem do Wisły, a dalej do morza, podczas gdy żałosny szum pozostałych dzieci ich, łączył się z szumem szampana, jakim oblewano w pałacu hrabiowski tytuł dziedziców Orłowa.
Była to uczta nielada; zebrana śmietanka przed i zagangesowych Indyj, witając dawno niewidzianych sąsiadów, winszowała nowego na dom ich spadającego splendoru.
Stary Morski, wyświeżony, z miną dyplomaty, dziękował pełnym kielichem, a zarazem, zapewniał skromnie, iż nie wie nawet, czem zasłużył na uwagę rządu, który szanując stare rody i usiłując wobec nowego prądu demokratycznego, bronić je od zagłady, uznał za stosowne imię Morskich uświetnione tyło wiekowemi zasługami przodków, przyozdobić tytułem oddawna mu przynależnym.
— Zacny monarcha — zauważył tenże sam, co niegdyś weredyk — potrafił tylu innych zaćmić. Wszak od króla Dawida, zkąd ród swój Morscy wywodzą, żaden tak domyślnym nie był dotąd.
Hrabia połknął pigułkę zręcznie.
— Przeciwnie — odparł — tytuły były nam niejednokrotnie ofiarowane; pradziadowie jednak moi, czcząc równość szlachecką, przyjąć ich nie chcieli.
— Piękna mi równość — protestował uporny.
Wysoka grzeczność każe tylko panu hrabiemu tak mówić. Gdzież tam nam chudopachołkom piąć się na podobne wyżyny! My mieliśmy tylko prawo do elekcyjnej korony, w was z góry monarsza krew płynie. Wszak matka króla Dawida, Morska była z domu. [Stanowczo utrzymuję też, iż Najjaśniejszy cesarz austryacki, nadając państwu tytuł hrabiowski, chciał tylko w słuszny sposób splendor koligatów swoich podnieść.
— Ależ on drwi wyraźnie — mruknął z brwią gniewnie zmarszczoną, stojący obok ojca Eustachy.
— Ca ne fait rien — odszepnął świeżo kreowany hrabia. — Il faut apprendre à avaler les couleuwes de bonne grace.
— On ne devient comte, qu' à ce prix, strawestował młody człowiek ironicznie.
— Pośmieją się, poszydzą — tłomaczył stary Morski, później w ścisłem kółku rodzinnem — cóż to znaczy? Stugębna plotka nie może długo jedną żyć strawą. Za lat trzy niektórzy już tylko będą pamiętać dzisiejsze wypadki, za sześć zrzadka zaledwo ktoś bąknie, żeśmy tytuł kupili, za dziesięć przyrośnie on zupełnie do naszego nazwiska, po upływie zaś ćwierćwieku, hrabiowie Morscy wyliczani będą w szeregu starej arystokracyi kraju. Tak fundują się dziś rody i tak pisze się historya.
Mój papciu, niech cię uściskam! Podoba mi
się ta twoja filozofia! — wołał rozbawiony jedynak.
— Ależ, Stasiu — próbowała protestować obojętna i milcząca zazwyczaj pani Morska.
— No, no, moja mamo, nie trzeba się gorszyć. Zbytek form jest dziś poprostu uważany za mauvais genre. A ponieważ en homme d'esprit, j'ai la sainte horreur des neutres, lekki więc cynizm papy zachwycił mię poprostu. Nie dziwię się zupełnie oburzeniu mamy; szanująca się bowiem kobieta, w wieku pani hrabiny — dodał z galanteryą — gdy nie może już błyszczeć i królować w salonach, powinna koniecznie, stawszy się świętobliwą, zwrócić się ku dewocyi. Kościół to najlepsza podpora dla pań z arystokracyi. Nam jednak wolno iść z prądem czasu...
I nie chcąc, by prąd ten go wyprzedził, podążył w dni parę do Paryża.
— Studyuję tam prawo, aby poświęcić się później karyerze dyplomatycznej — mawiał stary Morski z dumą. — Ludziom wyższego stanowiska nie wolno pilnować zagona tylko; mają oni szerszy zakres działania. Noblesse oblige. Tradycye nakładają pewne obowiązki, a w Galicyi, gdzie Eustachy osiedlić się zamierza, brak coraz bardziej wytrawnych mężów stanu. Gdyby więcej synów szlacheckich kształciło się w tym kierunku, tacy prości Zyblikiewicze nie dochodziliby do władzy.
I po napuszonej jego minie znać było, iż widzi dystyngowanego jedynaka na miejscu Tarnowskich, Ziemialkowskich, lub Dunajeswkich.
Co tymczasem studyował, a czego nie studyował hrabia Eustachy w nowożytnym Babilonie, o tem on jeden miał tylko dokładne pojęcie. Zdawało się, iż . tradycye, o których tak szumnie wspominał ojciec, nie istniały dla niego, że z chwilą, gdy je zamienił na tytuł za pieniądze nabyty, wszystko w jego mniemaniu kupić na świecie się dało. Można było sądzić, że każda kropla krwi szlachetnych pradziadów zwyrodniała w ostatnim ich potomku; podczas też, gdy ojciec grzeszył tylko brakiem głębszego sądu i próżnością, syn, pyszałek, zimny, hulaka zepsuty i niepoprawny egoista, stanowił dla badacza ciekawy typ ostatecznego skarlenia wielkich niegdyś rodów. Tak upłynęło lat kilkanaście. Hrabia Eustachy, dzięki gorliwym zabiegom ojca i z tytułu majętności posiadanej w Galicyi, dostał jeden z tych urzędów przy ambasadzie austryackiej, które prócz dużego majątku i salonowych przymiotów, żadnych innych nie wymagają kwalifiacyj i żadnego również nie przedstawiają zajęcia. Stary Morski, zadowolony w próżności i przykuty do wsi, a równocześnie osierocony przez jedyną towarzyszkę, która była biernem zawsze echem jego życzeń, rzucił się całą duszą do spraw sąsiedzkich i finansowych. Oszczędzał, zapobiegał, zaokrąglał szarpnięty wpierw
majątek, by dochody jego nietylko wystarczyły jedynakowi do błyszczenia w salonach stolicy, ale z czasem stały się niezachwianą opoką, na której miał oprzeć wpływ swój przyszły pan minister. Równocześnie hrabia, poczuwając się do obowiązków w bliższem kółku, a może kierowany potrzebą popularności na swoją rękę, chętnie zajmował się interesami sąsiedzkimi. Nie skąpił posług obywatelskich, rady i pomocy nawet, tak, iż wybaczywszy mu chorobliwą próżność, bo przecież od jakiejś słabostki nikt nie jest wolnym, wszyscy przyuczyli się go cenić, jako uczciwego i użytecznego człowieka. Próżność ta zresztą, była raczej wynikiem ślepego przywiązania do syna. Dla niego pragnął tytułu, dla niego oczyszczał i oszczędnością szaloną zaokrąglał napowrót majątek. Sam, jakkolwiek dumny, iż starą Leliwę hrabiowską przyozdobił koroną, jakkolwiek korony tej nie opuszczał nigdy i nigdzie, chcąc z nią jak najwięcej świat oswoić, niemniej umiał ludzi, pozbawionych nawet złoconej owej powłoki, należycie ocenić i szanować. Dowodem tego był zarówno serdeczny stosunek, wiążący go z domem ulubionej synowicy, pani Opolskiej, którą, jak drugie prawie dziecko swe kochał, oraz fakt, iż zarząd wszystkich majętności i interesów Orłowskich spoczywał w ręku chłopa Kotwicza. Człowiek to był inteligentny, który pozyskawszy niezależność, dzięki ustawom Staszicowym, umiał sobie zdobyć