Strona 59
Opolskiej i wprowadzenie za jego pomocą pańskiego syna do niedostępnych mu wpierw kółek, inaczej było tłómaczonem.
Ręce Kotwicza, wsparte na lasce, silniej się około niej zacisnęły. Była to jedyna oznaka wzruszenia..
— Czy więc za mezalians ten, wuj i najbliższy krewny probuje ją ukarać wywłaszczeniem, złamaniem przyszłości, odebraniem dachu i chleba dla dzieci? — pytał spokojnie z odcieniem surowej powagi. — Jeżeli to zemsta, to pozwól powiedzieć sobie, panie hrabio, iż zemsta niegodna rycerskich uczuć szlachcica. Mścić się i znęcać nad bezbronnym i bezwładnym tchórze mogą tylko...
— Mój panie? — porwał się Eustachy.
— Tak, nie cofam słowa. Szukać zadośćuczynienia lub kary w cudzej ruinie, obrać w walce za broń pieniądz i jego przewagę, miażdżyć innych złotem, dlatego, że się go więcej posiada, to zemsta niegodna szlachcica, potomka tych ludzi którzy zbyt krewko może urazy swe na ostrzu miecza stawiali, lecz nigdy nie przenosili ich na pole giełdowe.
— Jak pan możesz! — wybełgotał rozczerwieniony hrabia; w tej chwili jednak sękaty kij starca stuknął o posadzkę i rudowłosy elegant, niby pociągnięty sprężyną, opadł napowrót na otomanę.
— Za pozwoleniem — przerwał Kotwicz — nie skończyłem jeszcze. Przyznasz sam, panie hrabio,
iż dobijanie bezbronnego za podłość się uważa. Otóż sumienie nakazywało mi zawiadomić cię, że włos ieszcze jeden, a popełnisz pan podłość taką; Jerzy bowiem, jako człowiek ubogi, jest wobec twych środków pieniężnych bezbronnym zupełnie. Ponieważ zaś wierzę, że syn uczciwego ojca nie może tak łatwo pozbyć się wszelkich szlachetniejszych uczuć, pewny więc, iż sprawy tej nikt panu we właściwem nie pokazał świetle, na pierwszą wieść o powrocie
twym przybyłem, aby przestrzedz cię, panie hrabio. A teraz — dodał, pochylając głowę — postąp już według własnego serca i sumienia.
To odwołanie się zawstydziło i rozdrażniło zarazem Morskiego.
— Tak — syknął — - gdy macie nóż na gardle, wtedy przypomnieliście sobie o mojem sercu. Żałuję mocno, ale nie jestem dość naiwny, aby w podobną komedyę uwierzyć.
— Mylisz się, mości hrabio. Ów "nóż na gardle" dziś mniej jest ostry, niż przed miesiącem; senat bowiem odmówił potwierdzenia wyroku, a co nowe śledztwo wykaże, trudno przesądzać z góry. Zresztą odwoływałem się nietyle do pańskiego serca, ile do... sumienia.
— Znów troska o zbawienie mojej duszy — zaśmiał się zgryźliwie. — Ha, niepowinno mnie to dziwić, ludzie pańskiego pochodzenia czują zwykle powołanie do stanu duchownego, jako jedynego środka,
który, prócz... opieki nad małoletniemi, może ich nad gmin prosty wynieść.
Siwe oczy starca zapalały ponuro.
— Nic dziwnego — odparł — odkąd wy, panowie, upadacie, my, chłopi, podnosić się musimy. Lecz jak dotąd, podnosimy się tylko moralnie i dlatego właśnie pieniężna niemoc zmusza nas jeszcze niekiedy, odwoływać się do przekazanego wam przez tradycye poczucia honoru. Czy więc podobny krok dzisiejszy z mej strony pozostanie bezskutecznym, panie hrabio.
Był wzruszony. Lekkie drgnienie jego głosu wystarczyło do zapalenia czelnego błysku w zielonych oczach Morskiego. Sądził, że jest już zupełnym panem położenia.
— Mój Boże — wyrzekł, wzruszając ramionami — chłopski rozum wszedł już oddawna w przysłowie. Nie wiedziałem jednak, że istnieje i chłopska elokwencya. Czy nie powiedziałbyś mi, mój Kotwicz, skąd przy szarej sukmanie i chodzenia za pługiem nabrałeś takiej wymowy?
W rysach starca ani jeden nie drgnął muskuł.
— Trudna rada, panie hrabio, w naturze nic nie ginie. Odkąd jednostki wśród arystokracyi przytępiły sobie umysł i zatraciły inteligencyę grą w karty, hulankami i życiem próżniaczem a bezmyślnem, odtąd maluczcy musieli ją zdobyć. Co zaś do szarej sukmany, ta często może pokrywa serce prosta-
czka, lecz nigdy piersi wystygłego samoluba i pyszałka. Stąd też zapewne dwoje najszlachetniejszych ludzi, jakich znałem, ojciec twój... i moja żona — dodał głosem stłumionym — uszanować ją umieli.
Wymówić imię to tutaj, najboleśniejszą było dla Kotwicza rzeczą. Wzmianką tą spokojną zrzekał się po części własnych uraz i bólów na rzecz swych dzieci, bo sądził, że wywołaniem widma zmarłej, że przypomnieniem krzywdy swej krwawej, zmiękczy może serce hrabiego i ocali przyszłość ukochanych.
Eustachy Morski poruszył się niespokojnie.
— Gdyby ojciec mój mógł był przeczuć — zaczął porywczo.
— Co się dzieje za jego plecami, byłby umarł prędzej jeszcze — uzupełnił starzec.
— Panie hrabio — dodał znów po chwili — nieporuszajmy popiołów przeszłości; przebaczam ci tę ranę krwawą, tak jak Bóg przebaczył tym, co go żywcem ukrzyżowali. Lecz wzamian daj dowód, że nie była to podłość rozmyślna, lecz wybryk młodzieńczej lekkomyślności. Nagródź go dzisiaj, uwzględniając wstawienie się za mymi wnukami, którzy są przecież... twoimi wnukami także.
— Żadnych pokrewieństw! — krzyknął wynio-śle. — Panna Opolska z dniem ślubu obcą mi się stała.
— Być może; świat jednak nie przestał pana za brata jej matki uważać i dla tego proces jest skandalem w jego oczach. Zresztą, dzieci te...
— Są dziećmi pańskiego syna, to wystarcza.
— Aby im niewinnie wydrzeć mienie, czy tak, panie hrabio Morski?
— Aby je na właściwe zepchnąć stanowisko — z iskrzącemi poprawił oczyma. — Pług i cepy, słomiana strzecha i sukmana, oto należna im rola. Niechże moja ekspupilka użyje sielanki, niech podzieli los chłopskiego kochanka!...
Starzec podniósł się, a prostując atletyczną swą postawę, piorunującym zmierzył go wzrokiem.
— Strzecha słomiana i sukmana! — powtórzył dumnie. — Masz racyę, mości hrabio. Porzuciwszy od lat piętnastu zgniłą atmosferę waszych salonów, zapomniałem już, jak ona wygląda, łudziłem się, że zdrowsze przejęły ją prądy. Duszna jednak, ciasna, spleśniała, może każdemu uczciwemu człowiekowi oddech zatamować, musi obrzydzenie do siebie wzbudzić. Jeżeli też gors batystowy ma kryć pierś nikczemnego samoluba i chciwego egoisty, wolę, by moje wnuki przez całe życie nosiły sukmanę, bo może to uczciwe godło pracy ojców, lepszym im będzie przewodnikiem, niż wam pordzewiałe miecze i zbutwiałe pargaminy przodków, które w proch się rozsypują z obawy, abyście na ich kartach wstydu swego i hańby nie zdążyli wypisać!