Strona 48
w jej duszy. Słowa umierającego echem potężnem brzmiały dotąd w jej sercu.
Tereni zdawało się, iż ojciec z za grobu przemawia do niej, wskazując drogę, po której iść była powinna.
Przytuliwszy czoło do krzyża, jak gdyby niemą na tamten świat słała pieszczotę, podniosła się wreszcie z cichej mogiły i spokojna, silna, podążyła ku domowi.
Próba, na którą wzmacniała się tak instynktownie, niedługo kazała na siebie czekać. Zaledwo ominęła parów, krótszą kierując się drogą, gdy turkot powozu uprzedził ją o nadciąganiu nieprzyjaciela. W chwilę później, hrabia Morski stał przed nią.
— Jak muzułmanin po długiej wędrówce, spragniony minaretów, Mekki wygląda, tak ja kuzyneczko, tęskniłem za twoim widokiem — wołał elegijnie, czerwoną i łysawą pochylając głowę. — Gwiazda Orłowa o tyle szybko nam znikła, iż pozostało tylko żałować, że bal wiecznie trwać nie może.
W rysach Tereni obrzydzenie się odbiło. Ileż on razy słowa podobne musiał wypowiadać! Myśl jednak o posłannictwie, jakie przypadło jej w udziele, kazała osobistą niechęć ukryć.
Zabawa i mnie najmilsze pozostawiła wspomnienia — przyznała.
Hrabia Eustachy wdzięcznem odpłacił iei wejrzeniem.
— Pragnąłem — mówił, idąc obok Tereni — za uświetnienie jej podziękować ci natychmiast, kuzyneczko. Interesa jednak, pomnożone wyjazdem Kruzenberga, jak na uwięzi trzymały mnie w domu,
— Czy w rzeczy samej baron nabywa od pana cale dobra Orłowskie? — podjęła z pozornym spokojem.
— Niestety, nie możemy się zgodzić na warunki, prawdopodobnie więc przyjdzie mi innego kupca poszukać.
— Ja ci go dostarczę, panie hrabio — zaproponowała, uśmiechając się zalotnie.
— Ty kuzyneczko? Ależ i owszem, na rozkaz twój, gotówbym je nawet podpalić na czterech rogach, byle — dodał ciszej — zgorzeć razem z tobą w płomieniach.
— Po co ta śmierć tragiczna? Czyż nie lepiej żyć, a pozbywszy się ciężaru, wieść wesołą w stolicy exystencyę?
Morski nie zrozumiał ironii.
— Je ne demande pas mieux — przyznał. Odkąd jednak baron...
— Sprzedaj majątek twój, panie hrabio, stowarzyszeniu Staszicowemu — podsunęła. — Wiem na pewno, iż ma ono znaczne, w tym celu złożone, fundusze.
— To niemożliwe — przerwał Morski. — Orłów posiada szczególną wartość dla tych tylko, którzy park, pałac i całą rezydencyę we właściwy potrafią
ocenić sposób. Podnosi ona znacznie cenę majątku dla chłopów zaś żadnej nie przedstawia wartości.
— A więc rezydencyę wraz z jej pamiątkami ro-
dzinnemi i zbiorami zachowaj, mój wuju, dla siebie, grunta zaś sprzedaj na parcelacyę między włościan. Będziesz mógł, przybywszy tu, od czasu do czasu cieszyć się widokiem własnego dzieła, patrzeć, jak z mas ciemnych wyrasta zastęp...
— Przyszłych Robespierre'ów i Danton'ów, a przynajmniej Gontów i Żeleźniaków — przerwał Morski wzgardliwie. — O, pokornie dziękuję.
— Jesteś uprzedzony mój wuju — dodała żywo Terenia. — Przeciwnie, imię twe otoczyła-by wdzięczność ogólna. Jeżeli zaś chcesz wiedzieć, co cywilizacya może zrobić z chłopa, spójrz na Kotwiczów.
Wymówiwszy nazwisko to, pożałowała natychmiast własnej nierozwagi; słowa jednak cofnąć się nie dały. Hrabia Eustachy przystanął, jakby nagłą uderzony myślą.
— Zachęcający przykład — wyrzekł ironicznie. — To oni zapewne poddali ci myśl podobną, kuzyneczko?
Terenia zawahała się.
— Tak — przyznała wreszcie. — Stary Kotwicz zwrócił moją uwagę na szerokie pole działania, jakie się rozwija przed tobą, panie hrabio, w razie gdybyś sprzedanie Orłowa za nieuchronne uważał.
Nie mając żadnych obowiązków, możesz tem łatwiej zapewnić sobie wdzięczność ogółu w sposób...
— Na którym Kotwicz nie zły zamierza zrobić interes. O, sprytna to sztuka; pod pozorem filantropii o cudzą opartej kieszeń chciałby własne pewno zasilić fundusze.
Krew zakipiała w żyłach kobiety.
— Nie trzeba, panie hrabio, sądzić innych według własnej miary — rzuciła porywczo. — Długie życie pracy sumiennej i pełnej poświęcenia uwalnia starca od podobnych podejrzeń. Zresztą, nie należąc do rady zarządzającej, nie miałby przecie żadnej z kupnem i sprzedażą styczności.
— Ach, więc tylko zbawienie mojej duszy tak mu leży na sercu? — szydził Morski sarkastycznie.
— Nie, ale dobro maluczkich — tłómaczyła panna Opolska, tłumiąc gniew własny. — Wszak ty, mój wuju, nic tu nie ryzykujesz i żadnych nie czynisz poświęceń. Przeciwnie, przy korzystnym interesie finansowym, stwarzasz zarazem podwalinę szczęścia dla tysięcy...
— Dziękuję, cnoty ewangieliczne nie są w moim guście; pozostawiam je takim deklamatorom, takim dobrze się maskującym chevaliers d'industne, jak Kotwicz et consortes. Gdy ty kuzyneczko, przemawiasz za demokratyzmem, to na istną wygląda ironię; ty której cała postać, każdy rys nawet, wybitne piętno błękitnej krwi nosi na sobie. Patrz — tu
ujął ruchem pieszczotliwym dłoń jej, z której chwilowo zdjęła rękawiczkę — spojrzyj na te delikatne, białe paluszki, na różowe paznokietki, i powiedz, czy kobieta, posiadająca równie arystokratyczną rączkę, nie przeczy własnem prawom, nie burzy przynależnych jej przywilejów, gdy zamiast sięgać nią po berło mody i salonów usiłuje zamorusanych chłopów ciągnąć na wyżyny społeczne?
Terenia po raz pierwszy może w życiu uciekła się do niewieściej dyplomacyi, a panując nad własnym wstrętem, nietylko pozwoliła mu rączkę w gorących zatrzymać dłoniach, ale nawet śliczne oczy podniosła z uśmiechem:
— Czyżbyś nad włościan naszych wolał niemców i żydów, wujaszku?
— Z pewnością, bo lepiej zapłacą, a przytem nie będą się darli do mnie. Sielanki nie rozumiem, chyba... chyba, żebym mógł ją z tobą podzielić, moja piękna.
Tu rączkę białą gorąco do ust przytulił...
Dziewczę wyrwało ją gwałtownie z wstrętnego uścisku. Czarne jej oczy iskrami gniewu trysnęły, a jednak raz jeszcze spróbowała zapanować nad sobą.
Garnąć się do ciebie panie hrabio? Ależ oni takiego zaszczytu nie pragnęliby nawet — mówiła z mimowolną ironią. — Przeciwnie, wyrywając młodszych a nieszczęśliwszych braci z ciemności i ubóstwa, ty