Strona 46
ty więcej jeszcze; byłoby to szlachetne zadośćuczynienie za krzywdę wam wyrządzoną; masz prawo żądać go, nie w swojem przemawiając imieniu. Mówił gorąco, oczy Tereni zapałem też błysnęły.
— Patrz, co za cel przepyszny! Pani Opolska cię poprze i może uratujesz znaczny kęs ziemi od przejścia w obce ręce. A ileż to rodzin podniosłabyś do godności obywatelskiej, w ile serc rzuciła ziarno oświaty i obowiązku. Spróbuj, gołąbko moja, może na szczęśliwą trafisz chwilę i w samolubnem tem sercu lepszy zbudzisz pierwiastek.
Terenia, jakby projektem samym upojona, ze złożonemi słuchała go rączkami. Myśl, iż misya taka zbliżyć ją musi ku Morskiemu, szarpnęła w tej chwili sercem Jerzego.
— Powodzenie bardzo jest możliwem, lew zakochany daje sobie obciąć nawet pazury — zauważył sarkastycznie i, powstawszy, oddalił się pod pozorem zapalenia papierosa.
Złośliwość słów tych zimną wodą oblała Terenię.
— Sądzę, panie Kotwicz, iż ty sam najlepiej wytłomaczyłbyś to hrabiemu.
— Ja? Nie... Istnieją powody, dla których me pragnę go zobaczyć wcale.
— A widzisz. Jeżeli ty się cofasz, skąd ja bym dokazać tego miała.
Starzec patrzył przez chwilę smutnie na nią.
chwili dostatecznych funduszów. Czyby jednak hrabia Morski, który i tak sumę szacunkową przemarnotrawi szybko, nie mógł przyjść radzie zarządzającej z pomocą, proponując sprzedaż na raty. Część kapitału zostawiłby poprostu na gruncie, a z czasem wycofał, lub nawet włączył może do sum Staszicowej fundacyi. Wszak niema spadkobierców, ani obowiązków; czyż więc całą spuściznę, przez długie pokolenia zbieraną, a przy pomocy krwawej pracy ludu naszego zdobytą, mają nieodwołalnie pochłonąć karty, wiedeńskie kluby i angielskie wyścigowce? Czy lud ten właśnie nie mógł-by z pańskiej fortuny, hojną rorzucanej garścią, posiąść chociażby okruchów? Wszak tysiąc rubli zapłacone, za wyżła, który, przyjechawszy tu z Londynu, zdechł nazajutrz, są grzechem, wołającym o pomstę do nieba, bo za nie możnaby kilku rodzinom byt i szczęście zapewnić.
— Śliczna myśl — zawołała Terenia — ale jak ją wykonać?
— Tu właśnie odwołuję się do pani; poddaj mu ją, panno Tereso. Najgorszy człowiek miewa chwile, w których idzie za dobrem natchnieniem. Hrabia zawinił względem was srodze i czuć to musi; kto wie, czy wzgląd ten nie każe mu uledz twej prośbie? Wszak nie tracąc nic, albo niewiele, może imię swoje przekazać obok Staszica. Próżność połechtana wiele nieraz może, wymowa pięknej kobie-
ty więcej jeszcze; byłoby to szlachetne zadośćuczynienie za krzywdę wam wyrządzoną; masz prawo żądać go, nie w swojem przemawiając imieniu. Mówił gorąco, oczy Tereni zapałem też błysnęły.
— Patrz, co za cel przepyszny! Pani Opolska cię poprze i może uratujesz znaczny kęs ziemi od przejścia w obce ręce. A ileż to rodzin podniosłabyś do godności obywatelskiej, w ile serc rzuciła ziarno oświaty i obowiązku. Spróbuj, gołąbko moja, może na szczęśliwą trafisz chwilę i w samolubnem tem sercu lepszy zbudzisz pierwiastek.
Terenia, jakby projektem samym upojona, ze złożonemi słuchała go rączkami. Myśl, iż misya taka zbliżyć ją musi ku Morskiemu, szarpnęła w tej chwili sercem Jerzego.
— Powodzenie bardzo jest możliwem, lew zakochany daje sobie obciąć nawet pazury — zauważył sarkastycznie i, powstawszy, oddalił się pod pozorem zapalenia papierosa.
Złośliwość słów tych zimną wodą oblała Terenię.
— Sądzę, panie Kotwicz, iż ty sam najlepiej wytłomaczyłbyś to hrabiemu.
— Ja? Nie... Istnieją powody, dla których nie pragnę go zobaczyć wcale.
— A widzisz. Jeżeli ty się cofasz, skąd ja bym dokazać tego miała.
starzec patrzył przez chwilę smutnie na nią.
— Żądasz tłómaczenia — wyrzekł wreszcie — i owszem, sam czuję, iż winienem wyjaśnić przyczynę, dla której hrabiego Morskiego od tak dawna unikam. Niech cię ona przekona, panno Tereso, że jeżeli nie za całe życie bezecnych hulanek i próżniactwa, to choćby za krwawą krzywdę, mnie wyrządzoną, należy się od samolubnego pyszałka jakiekolwiek zadośćuczynienie. Znałaś pani moją żonę? — zwrócił się drżącym głosem do Jadwigi Opolskiej. — Piękna, uboga nauczycielka, porzuciła sferę swą, by pójść za chłopa Kotwiczą, bo pomimo szarej sukmany pokochać go umiała. Entuzyastyczne dwie natury, dla wyższych żyjące celów, musiały się zbliżyć i połączyć. Byliśmy dziwnie szczęśliwi, tem szczęściem szaleńców i idealistów, które nie w zbytkach szuka podstawy. Bóg chciał mnie snać ukarać za egoizm; Zosia z delikatnej stała się przezrocza i fatalna nieubłagana choroba piersiowa przyszła zabrać swą ofiarę. Szalałem z bólu, lecz równocześnie powolny bardzo jej postęp łudził mię nadzieją wyzdrowienia. Wtedy stryj pani, stary hrabia Morski, zachorował śmiertelnie i na mojem dogorywał ręku. Syn, zamiast go nie odstępować, czas spędzał po większej części w naszych progach. Z początku nie protestowałem; przybywał z wielkiego świata mógł więc dostarczyć rozrywki drogiej mej chorej; później jednak zazdrość zaczęła mi szarpać sercem, które i tak już śmierć ojca twego srodze dotknęła.
Nareszcie nadeszła ostateczna chwila; silniejszy atak zabrał starego hrabiego; skonał na mojem ramieniu, napróżno oglądając się za wypieszczonym jedynakiem. Zamknąwszy trupowi oczy, pobiegłem do domu, który odtąd przekleństwo miał nosić na sobie.
Zatrzymał się, z trudnością chwytając powietrze.
— Gdy złamany, zbolały stanąłem na progu, piekło przed memi oczyma rozwarło swe otchłanie. Na szezlongu leżała ona, z zorzą dawno niewidzianego rumieńca na licach, obok klęczał hrabia Eustachy, ręce jej do ust tuląc. Jam wracał od stygnącego trupa ojca, a syn, syn w chwili jego konania składał miłosne oświadczenia mojej żonie!
W piersi starca zagrało chrapliwie, ręka jedna przysłoniła oczy, druga zdawała się ruchem nerwowym serce, pod płóciennym kitlem ukryte, od pęknięcia bronić.
— Byłem brutalem — ciągnął zgnębiony po chwili. — Nieokiełznana natura i cała dzikość krwi chłopskiej wybuchły w tej straszliwej godzinie. On miał wszystko, tytuły, majątki, świat u stóp swych; ja, ją tylko jednę i w chwili, gdym krzepnące członki jego ojca własnem tchnieniem do życia chciał przywrócić, on ubogiemu słudze przyszedł skraść pokryjomu skarb ten jedyny!