Strona 39
jednak, iż chodzi tu o sprezentowanie opieki, nie chciałyśmy, aby brakło przy niej pana Kotwiczą; stąd wypadło nam poczekać trochę na naszego towarzysza.
Eustachy Morski podniósłszy oczy, postrzegł teraz dopiero wysmukłą postać Jerzego, rysującą się wytwornie na tle ciemnej portyery. Zmuszony poniekąd przez panią Opolską, przesłał mu wprawdzie zaproszenie, równocześnie jednak był pewnym, iż młodzieniec nie przyjmie go nigdy. Obecność jego tutaj można było wytłómaczyć chyba wyraźnem żąpaniem Tereni.
— Aaa! I pan... pan Kotwicz także — wycedził hrabia z lekceważącem skinieniem głowy, zwróciwszy się zaś do Kruzenberga, dodał:
— Baronie, zechciej podać ramię pani Opolskiej. Poczem, ująwszy rączkę pięknego zjawiska
w bieli, obie damy ku honorowem miejscom poprowadził.
Cała ta scena u drzwi trwała kilka minut zaledwo; niemniej panna Teresa, zrozumiawszy jej znaczenie, nie omieszkała, odchodząc, rzucić Jerzemu wymowne, pojednawcze wejrzenie.
— Sądzę, że zaszczyt towarzyszenia ci, kuzyneczko — mówił Morski słodkim głosem — mnie tylko z prawa przynależy tu dzisiaj. Cennego zaś tego przywileju za żadne nie wyrzekłbym się skarby.
— Z prawa? Odkądże to, panie hrabio prze-
brzmiałe i przedawnione formułki, w życie się zamieniają.
Morski nie chciał dopuścić do starcia.
— Ostrożnie Tereniu — mówił żartobliwie — bo dla tego właśnie, aby nie uległy przedawnieniu, gotówbym może w czyn je wprowadzić. A strasznego miałabyś we mnie tyrana.
— Zapóźno, wujaszku — zaśmiała się lekko, nadając mu, wzamian za poufałe użycie jej imienia, poraz pierwszy równie poważne miano. — Zapóźno; tyranizować dziś ja już tylko potrafię.
— Słodkiemu jarzmu poddam się chętnie — wyszeptał.
— Och. nie wszystkie prowincye warte są podboju — szydziła. — Co zaś do opieki, ta wkrótce przejdzie już w bliskie i drogie mi ręce, którem praw, nawet ty, wuju, zaprzeczyć nie zdołasz.
Pomimo całej dyplomacyi, Morski drgnął niespokojnie.
— W czyje?
— Mego brata, który za parę miesięcy wraca na stałe z zagranicy, jako człowiek dorosły i skończony. Czyżbyś, panie hrabio, gorliwy w zaprezentowaniu pupilki, zapomniał, że powierzonymi ci były losy drugiego jeszcze wychowanka? Że nie za jedno, ale za dwoje zdać ci przyjdzie rachunek?
Z pod długich, pół spuszczonych rzęs jej błysnę-
ło jednocześnie wejrzenie' wpół szydercze, wpół figlarne.
Morski nie wierząc, czy to wyrzut poważny, lub czcza słów igraszka, postanowił uwagę jej w żart obrócić.
— Nie moja wina — wyszeptał z gorącem spojrzeniem uwielbienia — iż pupilka należy do czarodziejek, wobec których o wszystkiem i o wszystkich zapomina się bezwiednie.
W tej chwiii cale grono młodzieży przysunęło się, by powitać Terenię. Znajomi przypominali się jej pamięci, nieznani przedstawiali, hrabia Morski zaś, odwołany obowiązkami gospodarza domu, musiał na krótko plac boju porzucić. Gdy pierwsze dźwięki orkiestry przywołały go napowrót, dziewczę, otoczone grupą panów, rozmawiało żywo, baron Kruzenberg zaś, stojący obok, zapisywał właśnie nazwisko swe w balowym jej karnecie.
— Kuzyneczko, rozpoczynamy walca — zauważył niedoszły minister, stając przed nią z ukłonem. — Wpierw jednak proszę o wyrok, jakim tańcem raczysz mnie obdarzyć.
— Żadnym — zaśmiał się bankier.
— Dla czego? Skąd taka kara?
— Bo ja już ostatni niezamówiony z trudnością zdobyć zdołałem.
— Tereniu, czy to prawda? — podjął Morski, przerywając jej rozmowę z poważnym jakimś męż-
czyzną. — Nie zachowałaś dla mnie ani jednego kadryla?
— Nie byłam o to proszoną; zresztą, nie wiedziałam, że pan tańczysz jeszcze.
— Ależ hrabia słynie w dyplomacyi, jako... dzielny danser — wtrącił ów jegomość ze szczytną dobrodusznością, czy ironią. — Pojechawszy do Wiednia przekonasz się pani dopiero, co za laury na tem polu zbiera.
Eustachy Morski, ująwszy pugilaresik zkości słoniowej, wskazywał tymczasem na niezapełnioną jezdną rubrykę.
— A ten mazur, kuzyneczko, przy którym stoją tylko twoje litery, dla kogo przeznaczony?
Lekka zorza rumieńca białe jej ożywiła lica.
— Mam go zamiar przegawędzić — -odparła wymijająco.
— Czy to wyraźna odprawa? — zapytał, unosząc , już w wirze walca i śledząc zazdrośnie wejrzenie
czarnych źrenic, które zdawały się szukać kogoś na sali. — Sprobowałaś pani, jak widzę, uniknąć rozmyślnie mego towarzystwa.
Chciałam tylko nie absorbować gospodarza balu, którego uwaga starszym należy się gościom — odrzekła chłodno.
Po co to udanie? powiedz pani lepiej, że jestem ci wstrętny, nienawistny!
Tylko obojętny — brzmiała zimna odpowiedź.
Jadowite spojrzenie Morskiego z gniewem podniosło się ku niej, ale była taka piękna, taka imponująca, ze swoim spokojem i piersią falującą lekko, w miarę ruchów rytmicznych, iż wściekłość prysnęła, a zaczerwienione rysy jego zapalały niemniej wstrętnym wyrazem zachwytu.
— Obraziłem panią — wyszeptał błagalnie.
— Nie lubię patosu, ani melodramatycznycb okrzyków — przerwała, przystając przed krzesłem swem i równocześnie prawie w inne przechodząc ręce.
— Wiesz hrabio, cudowna, — szepnął mu w tej chwili Kruzenberg. — W balowej tualecie wygląda na królowę; z taką żoną można-by cały świat dyplomatyczny podbić i wyżej, niż po ministeryalną, sięgnąć tekę. Na twojem miejscu pomyślałbym o tem na seryo.
Spojrzeli sobie w oczy.
— Nie wiedziałem baronie, że ci się kuzynka moja podobała do tego stopnia?
— Mnie? Tak, podziwiam ją; nie należy jednak do kobiet, na cześć których byłbym zdolny głupstwo popełnić, a zgadzam się z La Rochefoucauld'em, iż nie jest mężczyzną, kto nigdy dla pięknych oczu szaleństwa nie zrobił. Stąd też, widząc zapał twój, hrabio...
— Ale cóż znowu — przerwał — uprzejmość zdawkowa względem zaniedbanej nieco pupilki.