Strona 38
Cel dobroczynny kazał uwzględnić brak gospodyni domu. Orłów wreszcie uważał się za punkt neutralny w takim razie, a spragniona zabawy młodzież i mamy, dla których niedoszły pan minister był bądź co bądź pierwszorzędny partyą, nie myślały pozbawiać się przyjemności zbliżenia go do swych córek. Zjazd tez licznie się zapowiadał, Moryś zaś okazał się nieocenionym w tym razie. Programy, bukiety, przybory do kotyliona, menu nawet kolacyi i fajerwerki, wszystko to przez jego przeszło ręce i jego było pomysłem. Czując się choć raz w życiu pożytecznym, pracował con amore, z takiem przejęciem, jak gdyby tu chodziło o wygranie walnej bitwy. Cienka, wymokła, mimowoli dżokieja przypominająca, a w kraciasty garnitur przybrana jego postać, przerzucała się ruchliwie z miejsca namiejsce; monokl nie opuszczał drgającego nerwowo oka; ale też gdy nadszedł dzień oznaczony, Moryś mógł z dumą powiedzieć: "Nie straciłem lat młodych napróżno. Dajcie mi tylko pieniędzy, dużo pieniędzy i pozwólcie pełną czerpać w nich dłonią, a zobaczycie, jak życie cale potrafię w jeden wesoły zamienić balik, jaki chic rozwinę dokoła!"
W rzęsiście oświetlonych salonach zebrała się już cała śmietanka dwóch czy trzech powiatów, a jednak oczy hrabiego Morskiego z niepokojem ku drzwiom się kierowały. Wśród tłumu różnobarwnego brakło mu pani Oposkiej dotąd. Zaniepokojo-
ny, zaczynał już podejrzewać, iż piękna jego pupilka umyślnie próbowała okazać mu wobec wszystkich urazę i lekceważenie. Kto wie, może przeczuwszy, że bal ten cały dla niej głównie był wydany, chciała nieobecnością swoją pokrzyżować plany psendo-opieknna. Biała ręka hrabiego szarpała rude bakenbardy, w wyblakłych oczach stalowe migały błyski, postać jednak przed nowoprzybywającymi w dwornym chyliła się ukłonie; na usta wybiegały co chwila frazesy, pełne właściwej mu wobec kobiet przesadnej galanteryi. Jeżeli w dźwięku ich brzmiała fałszywa niekiedy nuta, zebrani nie mieli czasu zauważyć tego, w salonie bowiem panował szmer stłumiony, wybuchający głośniejszą niekiedy wrzawą, a cechujący zwykle liczne zebrania. Wsłuchawszy się dopiero w gwar ten wielojęzyczny, lub zbliżywszy do jednej z grup strojnych, rozróżniałeś francuskie frazesy i komplimenta, jakimi hrubieszowska przedgangesowa i zagaugesowa arystokracya, witała się na neutralnym gruncie Orłowa.
A na seryo barwny tłum ten imponujący przedstawiał widok. Aksamity i jedwabie, pióra i dyamenty walczyły tu blaskiem swym z urodziwemi postaciami tancerek, dowodząc nie tyle może obecnego dobrobytu, ile dawnych zasobów rodzinnych, przez wiele zbieranych pokoleń. Lustrowano się, obmawiano potrosze i z najczystszym nadsekwańskim akcentem — bo któż mógłby się w dystyngo-
wanym salonie polską pospolitować mową — rozprawiano o szerokiej polityce europejskiej, o planach Bismarcka. Panie i młodzież powtarzały równocześnie ostatnie nowinki z miejsc kąpielowych, komentowały, jakie stroje elegantki paryskie prezentują w Biarritz i Trouville. Jednem słowem, ludzie ci tak starannie unikali wzmianki o wszystkiem, co stanowiło zwykłe ich otoczenie, tak niczem nie zdradzali, iż żyją radościami tej ziemi, a smucą się jej bólami, że dla przybysza stanowili oni napozór gromadkę obcych jej kosmopolitów, których losy przypadkiem tylko rzuciły tutaj. Nawet utyskiwania lub przechwałki nad urodzajami, wykluczone były i na mniejszą pozostawione uroczystość.
— Szyk, co się zowie, — mruknął ironicznie baron Kruzenberg, wiodąc oczyma po zebranych. — Możnaby się sądzić w jakiej bogatej stolicy bogatego i pomyślny żywot wiodącego narodu. Jedyna to zdaje się warstwa, która nie wiele zapomniała i za mało nauczyć się zdołała.
Po wargach jego, lekko pychą odętych, szyderczy przebiegł uśmiech.
— Co tu błyskotek, co tu błyskotek, zupełnie jak wsklepie, mającym ogłosić bankructwo. Solidne firmy nie potrzebują szychem przynęcać oczu.
Obok niego zadźwięczał w tej chwili głos dwóch czulących się ku sobie przyjaciółek.
— Moja droga, jakże się stęskniłam za tobą — wołała jedna — a jakaś dziś śliczna, jak ci ładnie w tej sukni! Bardzo gustowna, szkoda tylko, że materyał taki pospolity.
— Twoja tualeta za to niezmiernie dystyngowana, szkoda tylko, że ty w niej tak pospolicie wyglądasz — brzmiała miodowo-słodka odpowiedź.
— Tout comme chez nous — zaśmiał się zcicha finansista — nie brak nawet zawiści i przycinków.
W tem szmer stłumiony nowych zwiastował gości, a oczy wszystkich ku głównem drzwiom się zwróciły. Na progu stanęła pani Opolska z córką, w tejże zaś chwili hrabia Morski obok nich się znalazł. Oblana świetnym blaskiem żyrandola, wysmukła, majestatyczna, a jednak pełna młodzieńczego wdzięku i tej dziewiczej skromności, która w kobiecie najwyższy czar stanowi, Terenia nigdy może tak piękną nie była. Hrabia, widujący ją dotąd w codziennym tylko stroju, stanął nagle olśniony, jakby przed objawieniem cudownem. Czarne warkocze kruczą koroną marmurowe wieńczyły czoło, obnażone ramiona i szyja barwą alabastru walczyły z powiewną, eteryczną suknią, w której biały atłas z pod srebrzystej błyskał gazy. Gałązki nadbużańskich lilii wodnych i takiż bukiet w ręku uzupełniały strój. Żadnej żywszej barwy, nic, prócz bieli śnieżystej, a jednak od czubka pantulelka, aż do pereł, starego klejnotu rodziny Morskich, wiją-
cego się na szyi łabędziej i błyszczącego w hebanowych splotach, całość zdawała się wynikiem artystycznego gustu, lub wyrafinowanej dystynkcyi.
— Chere Hedvige — wołał ostentacyjnie hrabia Eustachy, podnosząc do ust rękę pani Opolskiej — dziękuję ci za przybycie! Dziękuję, iż wracając do domu, którego niegdyś słońcem byłaś, nowe źródło blasku i życia przywozisz mu z sobą.
Wyraźny ruch ręki i spojrzenie, skierowane ku Tereni, a połączone z pełnem szacunku pochyleniem głowy, tłómaczyły aż nazbyt dobitnie znaczenie słów tych, z rycerką czcią wypowiedzianych.
— Kuzyneczko — dodał, nachylając się, by spojrzeć czule w czarne oczy dziewczęcia — posądzałem już, iż wypłatasz mi figla i zostając w domu nie pozwolisz, by na balu, na cześć twoją wydanym, dumny z godności swej opiekun mógł przedstawić światu najpiękniejszą pod słońcem pupilkę.
Hrabia mówił głośno, po raz pierwszy odwołując się jawnie wobec wszystkich do praw swych i pokrewieństwa, jak gdyby stosunki te niczem nigdy nie naruszone, najtkliwsze między dwoma rodzinami utrwalało przywiązanie.
Panna Opolska zdawała się tego nie słyszeć.
delikatnych, klasycznych jej rysach ani jeden nie drgnął muskał.
Wypłatać figla? — powtórzyła spokojnie. —
Czyż ja bytu śmiała, panie hrabio? Domyślając się