Strona 36
Niczego nie żądać? Czy mógł powtórzyć to śmiało, i z uczciwie podniesionem czołem wejść pod dach Opola? Czółno płynęło w tej chwili w tę samą leśną gęstwinę, którą niedawno przebiegali z Terenią, a Jerzemu nagle zdało się, iż widzi przed sobą postać jej białą, z oczyma w niebo utkwionemi szepczącą mu ułudnym głosem syreny: "Czyjaż wina, że nie masz pan odwagi w krainę marzeń sięgać?" Pierś Kotwiczą podniosła się gwałtownem, do jęku zbliżonem westchnieniem, ręka oczy przysłoniła. Ależ on w krainie marzeń niedościgłych żył bezwiednie oddawna. Wszak postać ta biała nie opuszczała go ani na chwilę, a tak zrosła się z wewnętrznym światem ducha jego i wyobraźni, iż teraz dopiero, gdy jej nie widział czas jakiś, gdy pogłoski zaczęły przyszłość jej łączyć z nienawistnem mu imieniem Morskiego, obraz ten wyśniony, z podwójną spotęgowany siłą, zwrócił jego uwagę.
Czyżby ją kochał bezwiednie, pomimo iż kraina uczucia i miłości była dlań dotąd księgą zamkniętą? Czyżby on, syn chłopa, któremu wolno było poświęcać się tylko, niczego wzamian nie żądając, zapomniał tak dalece o roli swej, by rękę po skarb podobny wyciągnąć? A gdzież godność własna, gdzie duma? Ha! jakżeby hrabia Morski tryumfował w tej chwili, z jaką rozkoszą zdeptałby najświętsze jego uczucia, odepchnął przybłędę i zarozumialca! Kto wie, może nawet pani Opolska, z obudzoną nagle
dumą rodową, uczyniłaby to samo. A ona? A piękna bladolica, której czarne oczy taką potęgę nad nim posiadały? Cóż on mógł jej ofiarować? Bogactwa może, jak Kruzenberg, salony, tytuł i stanowisko, jak Morski? Nie, nic — nie, prócz ubóstwa i zapomnienia.
Jerzy zaśmiał się gorzko. Była to chwila walki najboleśniejszej w życiu, walki z własnem sercem, ale umiał z niej wyjść zwycięzcą.
Gdy w godzinę później, wiatr zakołysawszy silniej konarami dębów, szumem ich zbudził go z zadumy, młody Kotwicz podniósł śmiało głowę, a w rysach jego szlachetne zaparcie się siebie i niezłomne jaśniało postanowienie.
— Kocham ją — wyszeptał — być może, kocham tak, jak Różyczkę, a jeżeli o niej więcej, niż o siostrze, myślę, to dlatego jedynie, że ją częściej widuję. Zresztą — dodał z mocą — choćbym ją nawet kochał silniej, choćby miłość ta z życiem mem się zrosła i złamać je miała, przysięgam, iż nigdy żadnem nie zdradzę jej słówkiem. Nie chcę, by związana wdzięcznością względem mego ojca, w zamian za otrzymane przysługi, przyszłość swą na ofiarę oddała, by mi z litości okruchy uczuć rzuciła. "Niczego nie żądać!" to tym razem obowiązek nietylko już godności własnej i honoru, ale uczciwości i sumienia. Przysięgam też, iż nigdy nie zażądam niczego, nigdy nie stanę na drodze do przyszłości jej
i szczęścia. Chce we mnie widzieć brata, bratem pełnym tkliwości i poświęcenia być dla niej potrafię!
Piękne jego rysy szlachetnym tchnęły zapałem, ręka, pochwyciwszy wiosło, z nową siłą łódź ku Kalinie popchnęła.
X.
W pałacu orłowskim ruch i gwar panował niezwykły. Pootwierane wszystkie okna oraz gorączkowa bieganina zdwojonej na dzisiaj służby, wskazywały, iż nawet pokoje nieboszczki hrabiny, zaniknięte od jej śmierci, z długoletniego oczyszczano pyłu. Tu trzepano meble i zaciągano posadzki, tam tapicerzy świeże zakładali firanki, ogrodnik zaś, z całym sztabem pomocników, ogałacał oranżeryę, ogród i cieplarnię, by kwiatami i zielenią jak najsuciej przybrać salony.
Zaniedbany dotąd Orłów miał pełnym zajaśnieć blaskiem. Hrabia Eustachy doprowadzał do skutku projektowaną oddawna wielką zabawę, z którą dwa cele łączyły się odrazu. Pierwszym było olśnić i przykuć barona Kruzenberga, tak, aby oczarowany gościnnością i dystynkcyą sąsiedztwa, zdecydował
się prędzej na nabycie dóbr orłowskich, lub przynajmniej na zasilenie ich znaczną jednorazową pożyczką. Morski po to go tu głównie przywiózł i podejmował przez parę tygodni nudnej wilegiatury, po to sam przybył nawet. Wesołe życie w Wiedniu kosztowało tak dużo, iż przyszły pan minister, nie mogąc się doczekać teki i przywiązanej do niej pensyi, zabrnął w długi po uszy. Położenie stawało się krytycznem. Wprawdzie hrabia posiadał rozległe obszary ziemi, ale te, przy panującej ogólnej stagnacyi, ani się sprzedać, ani nowym a znacznym długiem obciążyć nie dały. Zresztą pozbywać się posiadłości galicyjskich nie mógł i nie miał zamiaru, bo mu one dostarczały tytułu do urzędów. Pozostawał jednak klucz hrubieszowski, piękny, doskonale zagospodarowany, zbyt mało wszakże przynoszący dochodu, jak dla równego Morskiemu utracyusza.
W takiej to chwili baron Kruzeuberg dał się słyszeć z projektem nabycia większego majątku. Panu Eustachemu zbawcza myśl błysnęła. Znany krezus, w razie pańskiej fantazyi, mógł olbrzymią nawet zapłacić sumę. Wobec zaś większych uruchomionych kapitałów, Morski, pomnożywszy je jeszcze grą na giełdzie, miał zamiar spłacić nietylko galicyjskie długi, ale wśród miejscowej arystokracyi jedno z najwybitniejszych miejsc zająć.
W tyra celu, zbliżywszy się do barona, którego od kilku lat już spotykał w wiedeńskich salonach,