Strona 3
— Janie, co to za obchód?
Służący, który oddawna zerwał czapkę z głowy i, wzruszony głosem z piersi setek płynącym, wiódł oczyma za tą żywą falą, rzucił mimowoli oburzone na chlebodawcę swego wejrzenie.
— Procesya Bożego Ciała — odparł.
— A, la féte Dieu — powtórzył hrabia. — Zapomniałem.
"Święty a nieśmiertelny! Zmiłuj się nad nami!" rozbrzmiewało w powietrzu.
— Eustachy, trzeba zsiąść z koni — szepnął równocześnie Moryś Korybut — Patrz, jak ci ludzie przyglądają nam się groźnie.
— Racya, ale cóż się stanie z wycieczką na kaczki? Niechciałbym zresztą narażać barona na podobne intermezzo.
— Au contraire, c'est trés curieux, zadecydował finansista i zeskoczywszy pierwszy z siodła pochylił się wraz z całą falą przed monstrancyą, zakreślającą w tej chwili krzyż święty w powietrzu; poczem wyprostowawszy się, przeżegnał z miną człowieka dobrze wychowanego który umie się zastosować do otoczenia i robi to zazwyczaj, co w danym razie uczynić wypada.
Hrabia postąpił tak samo, a ułagodziwszy w ten sposób oburzenie ludu, który mierzył groźnem okiem pyszałków, wpadających konno tam, gdzie sam Bóg szedł na czele maluczkich, Eustachy Morski spo-
strzegł teraz dopiero, iż błyszczące dubeltówki na ramieniu, tu, wśród tłumów rozmodlonych, śmiesznie wydać się mogą. Odjechać wszakże nie było sposobu, procesya bowiem zajmowała całą drogę, wijącą się nad parowem, innego zaś ztąd wyjścia nie było. W tem pan hrabia dojrzał jednego z oficyalistów swych, który z żoną i córkami postępował za kapłanem.
— Panie Koterski — przywołał półgłosem — proszę cię, potrzymaj nasze dubeltówki.
Po ogorzałem obliczu ekonoma rumieniec upokorzenia przebiegł.
Chciał powiedzieć, że nie jego to rola, że tu wobec Boga nie ma sługi i pana, spojrzenie jednak rzucone na rodzinę, kazało mu powstrzymać słowa cisnące się na usta. Hrabia tak rzadko przyjeżdżał, iż miał prawo od rządców swych lokajskich nawet posług wymagać. Oburzone spojrzenia kilku najbliżej stojących zdradziły jedynie zgorszenie, wywołane nieposzanowaniem miejsc świętych. "Hrabia z Orłowa! Hrabia z Orłowa!" szepnięto w kilku punktach, poczem: "Abyś nam winy nasze przebaczyć raczył, prosimy cię Panie, " jednem znów zabrzmiało echem i fala popłynęła dalej, a za nią szli trzej nasi myśliwi, z których jeden bankier tylko, rzucając bystre spojrzenie dokoła, zdawał się studyować ciekawie ten nieznany sobie obrazek. Nagle zielonkawe oczy Eustachego Morskiego błysnęły,
ręka szarpiąca niecierpliwie rude bakenbardy, trąciła mimowoli towarzysza.
Na końcu długiej procesyi, której początek wraz; z kapłanem na czele, zniknął już w drzwiach swiątyni, szła samotna, skromnie, lecz z wytworną prostotą ubrana kobieta. Wysmukła jej kibić, jak trzcina zdawała się delikatną i giętką, prosto ścięty nosek i prześliczny regularny profil, greckie przypominał posągi; z koralu wycięte usta pociągały wyrazem słodyczy; wielkie zaś długiemi rzęsami ocienione oczy, jaśniały wdziękiem intelligencyi i młodości, zdumiewały blaskiem swym i czarną, niezbadaną głębią. Zasłuchana w pienia nabożne, które ducha jej w lepszą musiały unieść krainę, szła zwolna za tłumem, a czując się tu snać u siebie wśród tego zastępu wieśniaków, któremu królować się zdawała, zdjęła kapelusz i niosąc go w ręku, odsłoniła bogactwo kruczych splotów, które wieńcząc czoło matowo białe, jakby wykute z najczystszej carrary, falą krwi ożywionej, spadały w dwóch grubych warkoczach, wijąc się swobodnie wzdłuż lekkiej sukni.
Oczy Eustachego Morskiego, o mało z orbit nie wyszły.
— Patrz, patrz, baronie — szeptał — cudo! Posąg greckiej Venery w nowożytnych szatach. Zkąd ona się tu wzięła? Co za przepyszne rysy! nawet czoło, wbrew dzisiejszem grzywkom, odsłonięte.
Kruzenberg zdawał się być również zdumiony.
— Des yeux d'une beauté éblouissante — przyznał głosem zniżonym.
Nieznajoma zniknęła równocześnie w progu kościołka, z którego odgłos śpiewów i dym kadzideł szeroką płynęły falą.
— Kto to być może? — pytał hrabia Morski ciekawie.
— Widzisz, panie Eustachy, jak to źle nie znać swojej okolicy — żartował młody bankier z lekką ironią. Wpierw nie wiedziałeś nazwiska wsi, teraz nie masz pojęcia, kim jest ta prześliczna istota, najpiękniejsza może kobieta, jaką w życiu spotkałem. Nasze stolice nie posiadają już podobnych cudów; trzeba ich widocznie wśród głębokiej szukać prowincyi.
— Nie wiecie, kto ona? wtrącił Maurycy Korybut, Morysiem najczęściej zwany. Ależ to tak łatwo odgadnąć. Sama jedna, bez służby, bez opieki — wyliczał — zmieszana wśród chłopstwa, żadnego ekwipażu, przyszła widać piechotą, najprędzej więc guwernantka z poblizkiego dworu.
— Racya, — zawyrokował Morski. — Brawo Morysiu! Doprawdy sprytny z ciebie chłopak. Skoro tak, jedźmy dalej; naszą nieznajomą łatwo przyjdzie odszukać.
— Tylko już nie na kaczki, lecz po prostu dla zwiedzenia okolicy — zaprotestował bankier, i dosiadłszy koni pogalopowali żywo. Po rysach ofi-
cyalisty hrabiego, który im oddał z ukłonem dubeltówki, ponury jakiś przebiegł wyraz.
— Nawet Pan Bóg i kościół nie zasługują na ich uwagę — przez zaciśnięte mruknął zęby. Panowie przewodnicy, piękny dajecie ludowi przykład; gdybyśmy chcieli go naśladować, trzebaby najpierw was samych z równem potraktować lekceważeniem.
Wesoła trójka, przeciąwszy tymczasem pola i dotarłszy do rzeki, wracała w godzinę później wśród łanów zielonymi falujących kłosami. Wązka drożyna, którą wybrali, prowadząc na przeciwny koniec wioski, dotykała prawie dworskiego ogrodu, a rzadko snać używana, oddzieloną była od głównej topolowej alei ciężkiemi, prostemi wrotami. Nagle hrabia uniósł się w strzemionach; przed nimi dosięgając już kołowrotu, szła ta sama wysmukła postać niewieścia, w popielatej sukni i wyraźnie odbijających od niej czarnych warkoczach. Pomimo zapadającego lekkiego zmroku, Morski poznał ją natychmiast.
— Nasza guwernantka! — zawołał i dotknąwszy konia ostrogą, znalazł się równocześnie obok młodej kobiety, która drobnemi w popielatych rękawiczkach opiętemi rączkami, próbowała ciężkie unieść wrota.
Hrabia rzucił cugle Komety, strzelcowi, a sam stanął przy niej.
— Pardon — wyrzekł uchylając kapelusza, pra-