Strona 28
— I owszem, ułożymy je razem.
— Obowiązek ten powinien spaść na mnie —
zauważył, przybliżając się Jerzy. — Wszak je tak mozolnie na głębinach zbierałem.
— Cóż to za romantyczny spacer! — rzucił Eustachy Morski sarkastycznie. — Woda, kwiaty i samotność; bo wszak towarzystwo en deux samotności się równa.
— Rzeczywiście — przyznał Jerzy, wytrzymując spokojnie wejrzenie zielonawych oczu hrabiego — wycieczki tego rodzaju posiadają pełen poezyi urok.
— I wpływ odurzający, który...
— Nie przeszkodził panu Jerzemu uratować mi dziś życia — uzupełniła Terenia szybko. — Mam nadzieję, hrabio Morski, iż en qualite wuja i opiekuna, zechcesz mu podziękować za to.
Posypały się zewsząd pytania, które Jerzy żartobliwą zbył odpowiedzią,
— Biednemu człowiekowi nawet Pan Bóg porządnego nie ześle przypadku — mruknął Moryś Korybut, poprawiając szkiełko w oku. — Ot tak uratować jakąś bogatą dziedziczkę i karyera byłaby zapewnioną. Tylko, że co prawda, ja się wody boję... żeby tak jeszcze na wyścigach na polu Mokotowskiem, to co innego. Hep, hep, tam się umiem obracać.
Kruzenberg ujął tymczasem życzliwie dłoń Jerzego.
— Panie Kotwicz — mówił — jak widzę, niepospolity ojciec dzielnego potrafił wychować syna. Tyle słyszałem o panach, iż szczerze pragnąłem zbliżyć się do was.
— Lękam się, panie baronie, że zdanie, jakie mógł o nas wypowiedzieć hrabia Morski...
— Najpierw, Eustachy niejest dla mnie wyrocznią; powtóre, ludzie mego rodzaju nie zwykli na cudzych polegać sądach. Widzisz pan — ciągnął, cofając się w głęboką framugę okna — łączy nas pewna wspólność położenia. My też karyerę całą sami sobie zawdzięczamy. W Anglii nazwanoby mnie a selfmade - man, tutaj zwą mnie według potrzeby raz księciem finansów, jak to uczynił przed chwilą hrabia, drugi raz dorobkiewiczem, pyszałkiem lub mechesetn.
W ciemnych oczach Jerzego zdumienie się odbiło.
— Bezprzykładna moja szczerość dziwi pana — ciągnął młody bankier — nie pojmujesz zapewne, dlaczego poruszam tę kwestyę? Otóż widzisz, panie Kotwicz, stanowisko finansowe mojej firmy jest zbyt głośnem, pochodzenie nasze zbyt znanem, aby ludzie mieli o niem nie mówić. Ponieważ przypuszczam, że i pan słyszałeś o tem, a nie chcę, abyś słowa, jakie tu powiem, źle zrozumiał, uprzedzam
więc: jestem, jak pan, homo novus; gorzej jeszcze, arystokratyczna bowiem do szpiku kości szlachta, pochodzenia żydowskiego w czwartem nawet nie przebacza pokoleniu, a mój dziad był żydem...
— Nie przeszkadzało mu to może, panie baronie, stać się dobrym synem.
— Po co blagować? — zaprzeczył Kruzenberg z uśmiechem. — Bogiem dla mego dziada był pieniądz tylko; widział w nim nie środek, ale cel swój główny. Molochowi też temu, całe poświęcił życie, zbierając kosztem krwawej pracy i codziennych drobiazgowych poświęceń, każdy szeląg, każdy grosz nieomal, aż z tych groszy kolosalna wyrosła fortuna. Z chwilą wszakże, gdy pieniądz groził mu uduszeniem, w człowieku tym obudziła się druga, właściwa żydowi namiętność — ambicya. Zdobywszy bogactwo, chciał teraz wpływów i szacunku, chciał panowania, jeżeli nie dla siebie, to dla swych dzieci.
— Szlachetna ambicya — wtrącił Jerzy Kotwicz z lekką ironią.
— Szlachetniejsza, niż tracenie przez praojców zebranego mienia i brukanie słynnego nazwiska wśród buduarów demi niondeu — poprawił Kruzenberg — a tak przecież czynią dziś spadkobiercy starych waszych imion rodowych, — Tu mimowolnym ruchem głowy Morskiego wskazał. — Przyznasz pan w każdym razie, że, aby z niczego dźwi-
gnąc potęgę finansową, na to trzeba pewnego geniuszu; trzeba hartu i woli, by umieć poświęcić życie cale dla utrwalenia nazwiska swego i rodu. Założyciele domów, jak nasz, to ludzie jednostronni, ale pożyteczni dla społeczeństwa. Dziad mój złożył tego dowód, syna bowiem ochrzcił i rozległe dał mu wykształenie. Kierowany wdzięcznością do ziemi, która mu tak pomyślne owoce pracy przyniosła? w ojcu moim zaszczepiał przedewszystkiem przywiązanie ku niej.
— Dzielny człowiek.
— Tak. Dziad mój, to postać dla której cześć zawsze mieć będę. Nie był to idealista, lecz człowiek twardej pracy. Licząc się z warunkami ciężkiej rzeczywistości, odrzucał wszelkie mrzonki w pieniądzu tylko widząc potęgę. Gdy jednak potęgę tę zdobył, umiał w uczciwy używać jej sposób. Potrafił też przelać na mnie tyle przynajmniej hartu i siły charakteru, iż wstręt mam istny do próżniaków, co jak pasożyty bezduszne, ze znękanego społeczeństwa ostatnie wypijają soki, nic mu wzamian nie dając. Żyję z nimi, bo mnie do tego zmuszają interesy i stanowisko, bo żyd Kruzenberg musi się na miejscowych oprzeć żywiołach, inaczej, choćby najgorętszym nawet był przyjacielem swego kraju, nie przebaczonoby mu dziada izraelity i na najlepsze czyny z niedowierzaniem by patrzono. Nicość jednak moralna sfer tych pogard?
we mnie budzi. To próchno istne, co po to tylko błyszczy z daleka, by własną ukryć zgniliznę. Wobec takich warunków, każdy, kto umiał samodzielną wybić się pracą, kto nowy, energiczny żywioł i prąd krwi świeżej wznosi do strupieszałego organizmu wydaje mi się bratem po duchu, pracownikiem, którego należy witać radośnie. I oto dla tego pragną łem zbliżyć się do pana, dlatego nieznajomy opo wiedziałem ci, kim jestem i co czuję, by módz z całą swobodą dłoń twoją uścisnąć.
— Ależ, panie baronie — zaprzeczył żywo Jerzy — sąd pański zawstydza mnie, stojąc bowiem na progu życia zaledwie, dotąd niczem na równie pochlebną nie zasłużyłem ocenę.
— Być może. Jak na mnie jednak majątek dziada, tak na pana spada aureola apostolskiej działalności ojca, o której cuda opowiadają. Pro wadząc dalej rozpoczęte dzieło, ja rozumną gospodarką finansową wzbogacam nie tylko siebie, ale zasoby krajowe i gruntuję nie niemiecki lecz czysto rodzimy przemysł, jak tego dowodzą olbrzymie za kłady naszej firtcy, przez krajowców prowadzone tylko. Panowie pracujecie na idealniejszej niwie, budząc do życia masy uśpione...
— Że kochamy lud, z któregośmy powstali, cóż W tem dziwnego? Nie widzę tu powodu do żadnej cnwały, wszak to krew z krwi naszej i kość z kości.
— Tak, to krew z krwi i kość z kości waszej,