Strona 19
za ogień, jaki temperament; znać rasę. Nichże mi kto mdlą mieszczankę taką pokaże.
Wtem przyponiniał sobie wzgardliwe zachowanie się panny Opolskiej i rysy jego mimowolnemu uległy skrzywieniu. Po raz to pierwszy nie uwielbiano jego tytułu, majątku i uroczej osoby. Zaintrygowany tą niesłychaną śmiałością, hrabia Morski poinformował się natychmiast o przysługujących mu a zaniedbanych prawach opiekuna, Opole zaś obrał za cel swych spacerów i wycieczek.
Jedna z nich została nareszcie pomyślnym uwieńczona skutkiem.
Nie spodziewając się spotkać w miejscu tem pupilki, hrabia pędził żywym kłusem przez wieś opolską, gdy nagle na progu chaty mignęła jasna suknia i równocześnie wysmukła postać niewieścia rzuciła się przed konia, wyrywając prawie z pod kopyt jego dwuletnie może dziecię.
Hrabia zręcznym ruchem osadził wierzchowca na miejscu, i w tej chwili dopiero ujrzał prostującą się przed nim postać Teresy Opolskiej. Blade jej lica zarumienione były lekko, pierś żywiej falowała, błyszczące źrenice wpatrywały się z niepokojem w małe, dwuletnie może niemowlę, które nieświadome uniknionego niebezpieczeństwa, spokojnie zrazu na nią spoglądało. Widok twarzy obcych kazał mu dopiero głośnym zanieść się płaczem.
— Kuzyneczko, na Boga, nic ci się nie stało? —
wolał Morski, zeskoczywszy z konia, a w glosie jego tak szczery drżał niepokój, iż dziewczę życzliwiej nań wejrzało.
— Nic a nic, zaraz przeproszę hrabiego za napędzenie mu strachu, tylko wpierw tego małego obywatela do domu odniosę.
I zniknęła na progu chaty, której białe ściany schludnie odbijały od ciemnej zieleni grusz i śliwek, przeplecionych złotemi słonecznikami, o dużych, czarnych oczach, smutnie na hrabiego spoglądających.
— Fi, jakie szkaradzieństwo — mruknął pan Eustachy przez zęby. — Co ona tu może robić? Ależ jabym po takiej wizycie suknie później wykadzać kazał.
Z drzwi uchylonych rozległ się cały chór dziecięcych głosów.
— Dobrze, dobrze, przyjdę jeszcze dzisiaj — obiecywała panna Opolska, a rzuciwszy przestrogę: — Moja Marcinowa, strzeżcie lepiej maleńkich, — stanęła ponownie na progu chaty.
— Przebacz, panie hrabio — mówiła wesoło — sem ci w tak gwałtowny sposób przerwała przejażdżkę i pozwól sobie powinszować zręczności, z jaką na miejscu osadziłeś konia. Krok jeden dalej, a biedactwo zostałoby roztratowaną Nie rozumiem, jakim sposobem mogłem go
nie dojrzeć — tłómaczył się Morski, ujęty jej dobrocią.
— Och, nic dziwnego, byłeś pan pewno zamyślony...
— Nigdy sobie nie daruję — ciągnął gorąco — iż roztargnieniem mojem naraziłem panią na niebezpieczeństwo.
— Nie idzie tu o mnie — zaprzeczyła, kierując się ku domowi — lecz o dziecko, które mogło życie postradać.
— A cóż mnie ono obchodzi? — rzucił Eustachy Morski wzgardliwie. — Tego dobrego nie brakuje; jedno mniej, jedno więcej, mała byłaby szkoda! Tobie jednak, kuzyneczko...
Panna Opolska przystanęła nagle; czarne jej oczy zmierzyły z oburzeniem wyelegantowaną postać Morskiego.
— Czy to poza, czy blaga? — zapytała sucho. — Nie przypuszczam bowiem, panie hrabio, byś naprawdę tak nisko cenił życie ludzi nieutytułowanych. Dystyngowany brak serca i sumienia byłby tu za daleko posuniętym.
Spostrzegłszy błąd popełniony, pan Eustachy na miejscu go naprawić potrafił.
— Aha, kuzyneczko — wyrzekł, pochylając się, ty spojrzeć w jej oczy — więc nie tak złe masz o mnie wyobrażenie? Była to próba tylko. Sądziłem, że ten nienawistny opiekun wyrósł w twem
(przekonaniu na potwora, z którego strony największa nawet szkarada zdziwić cię nie zdoła. Cieszę się, że jest inaczej; oburzeniem twem przyjemność mi sprawiłaś.
(Panna Teresa roześmiała się mimowoli. — Z dyplomatami nie łatwa sprawa — zauważyła żartobliwie, choć ciemne jej źrenice z niedowierzaniem śledziły jednocześnie rysy Morskiego. — Zostałam pobitą.
— Czy to kapitulacya?
— Coż znowu? Kapitulacya jest możliwą tam tylko, gdzie wpierw istniała walka. — Lub gdzie, niepewni zwycięztwa, uniknąć jej
chcemy — poddał Morski szybko. — Uprzedzam cię zaś kuzynko, że ja z mej strony za nic jej się nie wyrzeknę. Utraciwszy, nie z własnej winy, ale wskutek nieprzychylnego zbiegu okoliczności szacunek twój i sympatyę, dziś odzyskać ją muszę; wobec zaś faktu, iż dobrowolnie nie oddasz mi ich gdy, przygotowany jestem na walkę.
— Z wiatrakami — uzupełniła szybko.
— Z uprzedzeniem pięknej kobiety, co nieledwie tradycyjnym wiatrakom się równa — odparł z ukłonem. — Dla mnie jednak wiatraki te mogą posiadać wartość królestwa. A teraz, czy dziwisz się jeszcze, kuzyneczko, że w porównaniu z niebezpieczeństwem, na jakie byłaś narażoną, życie chłopskiego dzieciaka drobnostką mi się wydało?
— Bynajmniej; przywykłam już do przekonania, iż niejedna rzecz święta dla mnie w pańskiem pojęciu jest tylko drobnostką.
— Nowe uprzedzenie — zauważył z wyrzutem. — Być może, że ja słowem mniej szafuję, wzamian jednak świętości nie gorzej od innych czcić umiem. Ale, treve de raillerie, powiedz mi lepiej, kuzyneczko, co robiłaś w brudnej owej chacie?
— Proszę bardzo nie oczerniać jej! — pogroziło dziewczę paluszkiem. — Domek biały, jaśniutki...
— Temu nie przeczę — przerwał żywo. — Sama obecność takiej bogini rozjaśnić go musiała.
Rysy Tereni spoważniały.
— Nie lubię banalnych komplimentów, panie hrabio.
— Bo też pani wytworne lub niezwykłe należą się tylko. Banalność i ty, kuzyneczko, to dwa krańce przeciwne.
— Mam nadzieję, iż od jednych, jak drugich, raczy mnie" pan hrabia zwolnić na przyszłość.
Morski zatrzymał się na chwilę.
— Zgoda — wyrzekł — spełnię rozkaz i będęo nim wiernie pamięta!; czy wzamian jednak wolno
i mnie żądać małego ustępstwa?
— I owszem, słucham.
— Porzućmy tytuły, nie upokarzaj mnie tem zimnem: "panie hrabio", wszak jestem najbliższym twym krewnym, kuzynem...