Strona 16
luią, racz tymczasem przedstawić mnie pięknej swej jedynaczce.
Panna Teresa w tej samej, co wczoraj popielatej sukience, ze swobodnie wijącemi się czarnemi warkoczami, staią dumnie wyprostowana, rączką jedną lekko o stół wsparta. Pęk maków szkarłatnych, w drugiej trzymanych dłoni, uwydatniał tem silniej cudowny koloryt południowej jej urody. Spokojna, niezmieszańa, słuchała w rnilezeniu sceny powitania.
— Istny obraz Etny — robił hrabia w duchu uwagę, mierząc ją zachwyconem spojrzeniem. — Czujesz ogień, który wre i kipi pod lodową powłoką.
— Tereniu — zwróciła się pani Opolska z lek kiem wahaniem do córki, snać pod przymusem tylko żądaną spełniając formalność. — Tereniu, pozwól, abym.
— Nie trudź się mamo — zabrzmiał głos, jak dźwięk stali metaliczny i jak ona zimny. Hrabia Eustachy Morski potrafił sam już w należyty przedstawić mi się sposób. Miałam zaszczyt spotkać go wczoraj.
Wytrawny dyplomata zmieszał się mimowoli. Ręka wyciągnięta ku pięknej kobiecie opadła, lic a przelotna zabarwiła czerwoność.
ani Opolska spojrzała na córkę ze zdumie-
Wyniosły wyraz pięknych jej rysów i zakłopotanie Morskiego byłyby ją może skłoniły do bliższych
zapytań, gdyby panna Teresa nie uprzedziła ich szybko:
— Tak się zagawędziłam z towarzyszącym mi z kościoła Kotwiczem; — mówiła tonem objaśnienia — iż zapomniałam później o niezasłużonym honorze, jaki wczoraj spadł na mnie.
Hrabia spróbował rzucić jej za tę względność pełne wdzięczności spojrzenie; klasyczne jednak rysy dziewczęcia pokrywała maska, jak marmur zimna i niedostępna, a lekkim tylko wyrazem lekceważenia tchnąca.
Nie poskarżyła się jednak, nie powiedziała ani słowa. Był to według Morskiego znak dobry, który mu natychmiast całą pewność siebie przywrócił.
— Ach, Kotwicz — wyrzekł — zajmując wskazane przez panią Opolską miejsce. — Jakżeż on się sprawował tutaj? Słyszę, iż z obowiązków powierzonych sobie przez nieodżałowanego mego ojca, i... przezemnie — dodał skromniej — wywiązywał się starannie, że w kierowaniu Opolskimi interesami, zastępował mnie podobno sumiennie. Nie wiem jednak, czy ty, kuzynko, byłaś zadowoloną z jego usług?
Purpura gniewu i błyskawica oburzenia zapałały z kolei w ślicznych rysach Tereni; wytrawniejsza od niej pani Opolska, jednem wejrzeniem powstrzymała córkę od wybuchu.
— Pan Kotwicz zbyt jest uczciwym i honorowym człowiekiem — wyrzekła z powagą — by obowiązku, podjętego z jakichkolwiekbądź przyczyn nie miał sumiennie wypełnić.
— Więc to dzięki panu hrabiemu Kotwicz z takiem poświęceniem zajmuje się nami? — wtrąciła panna Teresa.
— Tak, ja mu to poleciłem — potwierdził Morski czelnie.
— Pan mu poleciłeś? A czy wolno wiedzieć,
z jakiego tytułu?
— Jako podwładnemu, który...
— Przestał nim być z chwilą śmierci pańskiego ojca.
Hrabia Eustachy nie dał się zbić z toru; widząc zaś, iż tą drogą zaostrzy tylko drażliwy i tak stosunek, uderzył w stronę sentymentu.
— Ale, kuzyneczko — zawołał, głaszcząc zalotnie płonące w słońcu faworyty i z uśmiechem pochylając się ku niej — cóż to za straszny materyalizm w tak ślicznej główce. Wydajesz się adwokatem, który z całą kazuistyką prawniczą uwzględnia tylko stosunki, ścile przez umowę piśmienną lub kodeks określone. Kotwicz przestał w rzeczy samej pełnić rolę naszego rządcy, nie zatarło to jednak ani zaufania, jakie mieliśmy zawsze do niego, ani przez długie lata utrwalonych cech dobrowolnej zależności z jego, a przewagi z naszej strony. We-
zły przeszłości, przyjaźni, uczucia, to rzecz niezatarta; niemożna powiedzieć Schwam druber i zapomnieć o nich, inaczej pamięć i cześć dla ukochanych naszych zmarłych, dla takich ludzi, jak mój i twój ojciec...
— Panie hrabio — przerwała starsza kobieta poważnie — nie poruszajmy lepiej popiołów zmarłych. — Dlaczego? — Bo na mogiłach rosną często piołuny — uzupełniło dziewczę szybko.
— Lub strzela kwiat przebaczenia i miłości — poprawił Morski miękkim głosem. — I w tem zdaje się spoczywa tajemnicza siła grobów, ta mistyczna moc potężna, która nas uszlachetnia i, lepszymi czyniąc, każe zbłąkanym winy darować.
W głosie jego tyle brzmiało pokory i skruchy, iż pani Opolska w połowie rozbrojoną się czuła. Ton też jej łagodniejsze przybrał dźwięki, gdy, odnosząc słowa Eustachego do haniebnie porzuconej opieki, odparła z lekkim wyrzutem:
— Panie hrabio, przebaczać błądzącym chwilowo a bezwiednie, to powinność serca i... sumienia. Sądzę jednak, iż niepotrzebnie dar ten boski marnowalibyśmy tam, gdzie byłby tylko wyśmiany i lekceważony, na równi ze wszystkiemi innemi uczuciami, jakie za święte przywykłam uważać.
— Szanowna kuzynko, to słowa niegodne takiej, jak ty, kobiety — zawołał Morski z zapałem, a ujmując dłoń jej i do ust ją podnosząc, dodał z pozornem wzruszeniem. — Tout comprendre, c'est tout par-donner. Wierzaj też, iż gdybyś mogła zajrzeć w głąb mej duszy, gdybyś pojęła, jakiemi Strasznemi kajdanami niewoli stały się dla mnie te lat dziesięć, spędzonych zagranicą, zapłakałabyś może nademną. A twa szczytna łza żalu, okupując zmarnowane najpiękniejsze lata mego życia, nie byłaby zaiste straconą. Wola ojca kazała mi się poświęcić karyerze wstrętnej dla mnie; ambicya jego, a może tylko szlachetny patryotyzm chciały widzieć syna u steru spraw krajowych. Niepomny też, iż w niebezpiecznych tych szrankach potrzeba giętkich, nikczemnych dworaków, lub charakterów z hartownśj ukutych stali, pchnął mnie na śliską drogę, po której łatwiej upaść i stoczyć się w przepaść, niż dobić się szczytu. Cześć tradycyi i pamięć zasad, wyniesionych z domu, pozwoliły mi uniknąć zarówno brudnej Scylli, jak również mętnej Charybdy; podchwycony jednak przez te kręgi dantejskie, po upływie długich lat zaledwo zdołałem, jak znużony rozbitek, powrócić w progi domowe...
Zatrzymał się, wzruszeniem na pozór zwyciężony, a widząc, iż rysy pani Opolskiej złagodniały bwidocznie, ciągnął po chwili z żalem tłumionym. — W progach tych spotkała mnie żałoba, smu-