Strona 15
jego wyraźne żądanie; że sam wobec przymusowego wyjazdu polecił wypróbowanemu i znanemu człowiekowi staranie nad sierocym majątkiem swych krewnych.
Uspokojony w ten sposób, z dobrą już miną zajeżdżał przed ganek Opola, jakkolwiek wrota, u których spotkał wczoraj pannę Teresę, niemiłym przejęły go wrażeniem.
Na turkot powozu, we drzwiach ukazał się tenże sam, co przed dziesięciu laty, tylko znacznie posiwiały, stary lokaj. Widok znanej liberyi orłowskiej i czerwonawych faworytów hrabiego niechętny na jego rysy wywołał wyraz.
— Czy zastałem panie? — pytał Eustachy, stojąc na ganku.
Andrzej dał twierdzącą odpowiedź, poczem z widocznem niezadowoleniem, wprowadził gościa do pokoju. Snać staremu słudze pamiętna była ostatnia bytność wymuskanego panicza.
Hrabia drgnął niemile. Był to ten sam gabinet, w którym niegdyś konał Opolski. Miejsce łóżka zajmowała tylko kanapka, a nad nią wielki portret nieboszczyka patrzył rozumnemi oczami prosto w twarz przybyłego. Oczy te smutne, surowe, zdawały się pytać o rachunek z powierzonego sobie skarbu, żądać tłómaczenia z danej obietnicy. Jak niegdyś silą swą magnetyczną przyciągnęły go do
łóżka umierającego, tak dziś zatrzymały u progu, poważnem wejrzeniem dalszego broniąc wstępu.
Hrabiemu zimno się zrobiło. Ujrzał w tej chwili łoże, a na niem tę samą postać skrwawioną, ujrzał drobną dziecinę ze złożonemi do modlitwy rączkami i siebie, klęczącego obok w pokorze.
— Śmieszny byłem — wyszeptał.
Oczy jednak Jana Opolskiego zdawały się przeczyć temu. Surowe, nieubłagane, wypowiadały one raczej sąd w tej chwili. Usta, które niegdyś stygnąc już, wołały: "Eustachy, przyrzekasz opiekować się nimi? O, bracie, dzięki ci, teraz umrę spokojnie", usta te szeptały obecnie: "Co zrobiłeś z memi dziećmi? Gdzie twoja obietnica?"
Hrabia niecierpliwie ręką posunął po czole.
— Mam dziś widocznie nerwy rozstrojone — rzekł półgłosem. — To już pierwszy miły skutek nudów wiejskich. Ha, ha, ha, Eustachy Morski chory na przywidzenia, jak stara romantyczka!
I chcąc się otrząsnąć z niemiłego wrażenia, przeszedł do obok leżącego saloniku. Pełna prostoty skromność i artystyczny wdzięk tego uroczego gniazdka uderzyły od razu hrabiego.
— Jak tu ładnie, jak znać smak wytworny pięknej kobiety — mówił wciągając całemi piersiami balsamiczną woń kwiatów, zdobiących każdy zakątek pokoju. — A, otóż i nasza niebianka — dodał, przybliżając się szybko do sztalug, na których stał
na pół wykończony portret Tereni Opolskiej. — Na honor, cudowna, nieporównana! Co za oczy, co za oczy! Widocznie sama się przy pomocy fotografii i lustra maluje; hm... robota wcale nie zła, znać w niej artystyczną rękę... Więc i ten papa również przez nią został odtworzony. Dobrze, będę wiedział, w jaką strunę uderzać. Cudownie!
Hrabia cmoknął w sposób właściwy smakoszom, a prostując się, rzucił równocześnie spojrzenie w zwierciadło, usta zaś jego zadowolony i zalotny okolił uśmiech.
— No, co prawda, Eustachy — monologował dalej — cudowniejsze od niej oprzeć ci się nie mogły. Masz szczęście, mój chłopcze. Przyjechać za pokutę do tej dziury i odnaleźć w niej taką perłę, Jaut avoir de Ia chance... On du guignon — dodał po namyśle — bo przecież to zawsze moja kuzynka, za daleko więc rzeczy posuwać nie można.
Podniósł rękę, starając się lekkiem podrzuceniem zafryzowanych pukli zmniejszyć łysinę.
— Jaśnie pani jest widać na werendzie. W tej chwili ją zawiadomię przybyciu pana hrabiego — zabrzmiał głos wracającego z dalszych pokoi starego Andrzeja, który wbrew przyjętemu zwyczajowi umyślnie dziś tak ceremonialnie dziedziczkę swą tytułował.
Morski obrócił się żywo.
— Proszę cię, zaprowadź mnie tam. Nie chciałbym za nic robić pani subiekcyi.
Ukryty wśród zieleni, ocieniony hojnemi grupami oleandrów i rododendronów balkon od strony ogrodu, był ulubionem schronieniem pani Opolskiej, która chwile wolne od bardzo czynnie prowadzonego gospodarstwa, tu wraz z córką spędzać przywykła. I teraz, zagłębiona w foteliku, czytała głośno, zwracając od czasu do czasu rozumne, poważne swe oczy na piękne dziewczę, które, trzymając jedną rączką wiązankę szkarłatnych maków polnych, drugą zręcznie kontury ich na papier rzucało.
— Chere cousine — zabrzmiał nagle od progu miodowo-słodki głos Eustachego — chere cousine, czy prosty śmiertelnik może błagać o prawo wstępu do tego rajskiego zacisza?
Pani Opolska podniosła się i wyprostowana patrzyła z pewnem zdziwieniem na pochylonego w ukłonie przybysza, który muśnięty niedyskretnym promieniem słonecznym, zdawał się w oświetleniu tem lsnić cały, zacząwszy od łysiny, szkieł zdobiących oczy i czerwonawych bakenbardów, aż do brylantowego pierścienia na palcu ręki, trzymającej kapelusz.
Nie poznajesz mnie, droga kuzynko — ciągnął z lekkim wyrzutem — ha, słuszna kara za to, iż zbyt słaby, by się oprzeć wyrokom losu, pozwoliłem, że mię tak długo zdala od was trzymały.
° kształtnych jeszcze ustach pani Opolskiej niedostrzegalny prawie przesunął się uśmiech.
— Hrabia Morski — wyrzekła z zimną powagą.
— Tak, twój stęskniony i najpokorniejszy sługa, kuzynko — mówił, obie ku niej wyciągając dłonie.
Pani domu końce palców podała mu zaledwo. Niedoszły minister pochwycił je i z rycerską galanteryą do ust podniósł. Wejrzenie, rzucone w stronę pięknej siostrzenicy, kazało mu zdwoić zahiegi w celu przełamania lodowatego chłodu, z jakim go przyjmowano.
— Och, nie uwierzysz, chere Hedvige, bo wszak pozwolisz mi wrócić do tego drogiego z naszych lat dziecięcych miana, nie uwierzysz, jak bolałem nad koniecznością, jak złorzeczyłem często wyższym obowiązkom, które mię pozbawiały słodkich węzłów rodzinnych.
— Cześć twa dla "obowiązku" i "węzłów rodzinnych" ogólnie jest znaną, panie hrabio — brzmiała sztywna, dwuznaczna widocznie odpowiedź.
Rudawy podtatusiały elegant ani mruknął; dewiza starego Morskiego: U fant apprendre a avaler les couleurres de bonne grace, w samą porę przyszła mu na myśl.
— Kuzynko — wyrzekł z dobroduszną pokorą — oczy twe mówią w tej chwili, iż nie bardzo w rawdę słów własnych wierzysz. Oczy szczersze są od ust i mają racyę; pozory przeciw mnie się złożyły. Zanim jednak zdołam cię przekonać, iż dawny Eustachy nie jest tak zły, jak go ludzie ma-