Strona 1
Anatol Krzyżanowski.
DWA PRĄDY
Powieść na tle współczesnym.
Odznaczona zaszczytnie na konkursie, "Kuryera Warszawskiego"
Warszawa.
Nakład i druk S. Lewentala.
Nowy - Świat Nr. 41.
Доэолено Ценэурою.
Варшава, 5 Марта 1890 г.
DWA PRĄDY.
"Bogowie stworzyli wieś, a ludzie miasto", mawiali starożytni, i mieli racyę. Piękną jesteś, nasza kraino, gdy cię tchnienie wiosny ożywi, gdy promień słońca, rozdarłszy szarą chmur osłonę, ziemię płaską nieraz i posępną obejmie miłosnym uściskiem, by w rosie jej tęczowymi zajaśnieć blaskami. Pięknym jest każdy twój zakątek, odrębnym rodzimym urokiem; do czyjej zaś duszy nie przemówiła nigdy poezya samotnej godziny, wśród lasów twych lub pól spędzonej, kto nie potrafił wsłuchać się w tajemne ich głosy i skąpać w ożywczej atmosferze, kto nie wzmocnił nią pragnienia prawdy i swobody, ten dobrowolnie wyrzekł się źródła najczystszych i najpodnioślejszych wrażeń, a nie znając cię nigdy dokładnie, nigdy też z zapałem ukochać nie potrafi.
Piękną jesteś, wiosno życia i wiosno przyrody. To też rzuciwszy hojną dłonią snopy barw i bogactwo blasków na ciche ustronie lubelskiej ziemi, po-
trafiłaś zamienić zielone jej łęgi w jeden kobierzec, pola zaś falujące zbożem, w łany najczystszego szmaragdu, który stopniowo dopiero miał w próbie słonecznego ognia na złoto się zamienić. Teraz, kłosy delikatne, wysmukłe, strzelały dopiero do góry, nasłuchując hejnałów i hymnów radosnych, jakie powietrzni mieszkańcy słali ku obłokom ze skraju sąsiedniego lasu. Pod kopułą zaś z niebios szafiru, na tle tej wspaniałej naturalnej świątyni, malowniczym tylko parowem od konarów puszczy oddzielona, wznosiła się druga, ręką ludzką dźwignięta o drewnianej wieżyczce, blachą krytej i błyszczącym przyozdobionej krzyżykiem. Grupy drzew do koła, gdzieniegdzie kolorowemi sztachetkami przecięte i szare, prosto ciosane godła wiary, wskazywały, iż miejsce to spoczynku, na którem przychodzą szukać wieczystej ciszy mieszkańcy poniżej położonej wioski.
Cmentarz ten nie smucił, nie przestraszał nikogo. Przeciwnie, spokój i zieleń jego zdawały się nęcić, pociągać nawet. Czułeś, iż po życiu pracy mozolnej lecz pogodnej i od wiru świata dalekiej, błogo musiało być legnąć, na zawsze tu wśród mogił darniowych, nad któremi jedno i dwuramienne krzyże, łączyły się jeszcze w serdecznej zgodzie, jakby na dowód, iż do poświęcanych wrót ostatniego schronienia, miał prawo każdy, kto bez względu na różnicę wierzeń, ziemię tę za matkę uważał.